Podlaskie AGRO

Kosmiczna technologia


Rozwiązania technologiczne Lely podążają w kierunku stworzenia zwierzętom przyjaznego środowiska. Astronaut A4 ma m.in. na celu przeprowadzanie doju bardziej zgodnego z naturalnym rytmem zwierząt
p { margin-bottom: 0.21cm; }

Astronaut A4 - nowej generacji zrobotyzowany system doju Lely wprowadzony na rynek


Menager i Operator to dwa modele nowego systemu doju Astronaut A4 marki Lely. Rewolucyjną zmianą Astronaut A4 jest koncepcja o nazwie I-flow. Bezprogowy boks udojowy pozwala krowie na wejście do niego i wyjście w jej własnym tempie.

Astronaut A4 ma budowę modułową. Jedna samowystarczalna jednostka centralna z systemem podciśnienia i mycia obsługuje dwie jednostki udojowe. Poszczególne elementy mogą stać w odległości do 30m od siebie, co zapewnia znacznie większą swobodę rozplanowania wnętrza obory. Budowa modułowa jest ważna zarówno dla gospodarstw rodzinnych, produkujących 300.000 l mleka rocznie, jak również dla tych gospodarstw, które produkują ponad 10 mln l mleka rocznie. Model Manager spełnia oczekiwania hodowców, którzy skupiają się na doju i zarządzaniu stadem na podstawie dużej ilości danych, dotyczących stada oraz każdej pojedynczej sztuki. Natomiast Model Operator jest stworzony dla tych hodowców, dla których dój i automatyzacja pracy w oborze to priorytet.

Z obserwacji zwierząt wynika, że krowy nie potrafią łatwo skręcać. Pozwalając krowie na swobodne, proste wchodzenie i wychodzenie z boksu eliminuje się te utrudnienia. Nowy system został również tak zaprojektowany, aby zapewnić każdej krowie ciągły kontakt ze stadem, co dodatkowo eliminuje niepotrzebny stres.

Robot udojowy Lely Astronaut A4 ma też kilka innych nowych rozwiązań technologicznych, takich jak np. pompa mleczna, która niezwykle delikatnie transportuje mleko do zbiornika. Zamiast łopatek, które mogą uszkodzić mleko zastosowano w niej specjalny silikonowy pęcherz. Jego rola polega na łagodnym tłoczeniu mleka do rurociągu mlecznego, a następnie do schładzalnika. Aby jeszcze bardzie skrócić czas przestoju robota podczas regularnego serwisu, najważniejsze zużywalne części zużycie zostały zmienione w łatwe do wymiany systemy kaset.

Lely w najnowszym systemie automatyzacji pracy w oborze oferuje unikatowy zestaw narzędzi do zarządzania jakością mleka, jak również pojedynczą krową w stadzie. Oprogramowanie do zarządzania stadem pozwala skupić się tylko na tych krowach, które naprawdę wymagają uwagi, a zarazem zapewnia kontrolę nad całym stadem. Program Lely T4C zapewnia szybki przegląd danych, który jest generowany na podstawie: barwy mleka w każdej ćwiartce, pomiaru tłuszczu, białka, laktozy w mleku, przewodności, temperatury, określenia liczby komórek somatycznych, liczby odłykań, czyli przeżuwania minutowego krowy, aktywności krowy, masy ciała krowy, wydajności krowy, spożytej paszy treściwej, czasu doju w tym także czasu ślepego doju, a także maksymalnej prędkości doju.

Moduł dynamicznego żywienia (DLM) paszą treściwą (opcja), automatycznie zmienia przydział paszy na krowę w oparciu o optymalny stosunek kosztów i korzyści w celu maksymalizacji zysków. Indywidualne zróżnicowanie efektywności żywienia i częstotliwości doju, stanowią podstawę dynamicznego podejścia do uzyskania najwyższych zysków. System analizuje zapisane dane dla każdej sztuki pod kątem produkcji mleka i spożytej paszy treściwej, a odstępem pomiędzy dojami. Badania wykazały, że dzięki użyciu sytemu dynamicznego doju, wzrasta całkowita ilość produkcji mleka na robot, a wydajność robota jest wykorzystana jeszcze bardziej efektywnie.

Dój za pomocą robota udojowego Astronaut różni się od tradycyjnego pod wieloma względami. Jedną z największych różnic jest możliwość dojenia krów w sposób, który jest bardziej zgodny z naturalnym rytmem zwierząt. Aby zmaksymalizować korzyści płynące z użytkowania tego systemu poszukujemy okazji do stworzenia środowiska, w którym krowy mogą być dojone w optymalnych warunkach unikając wszelkich możliwych przeszkód. Zawsze w stałym kontakcie ze stadem, w rytmie własnych potrzeb fizjologicznych, z minimalizacją barier i czynników wywołujących stres.

Innym rozwiązaniem automatyzacji pracy w oborze jest robot Lely Discovery, służący do usuwania odchodów zwierzęcych co, jak wiemy, znacznie poprawia higienę w oborze i dobrze wpływa na zdrowotność racic. Stosuje się go w budynkach, wyposażonych w podłogę szczelinową, gdyż zasada pracy robota polega na spłukiwaniu powierzchni. Do uzupełniania robota wodą Lely wykorzystało swój patent, ten sam, który jest wykorzystywany przez samoloty tankujące w powietrzu. Robot Discovery podjeżdża do stacji ładującej i w tym samym czasie tankuje wodę do 30-litrowego zbiornika.

Jeszcze innym automatem ułatwiającym prace hodowcom jest robot podgarniający paszę na stole paszowym. Lely Juno zwiększa pozytywny ruch krów w oborze, dzięki stałemu dostępowi do paszy na stole. Zmniejsza to rywalizację między krowami. Zakładając, że jedna tura zadawania paszy trwa zaledwie 10 min, Lely Juno pozwala zaoszczędzić co najmniej 183 godziny, czyli 22 (8-godzinne) dni robocze rocznie! Dodatkowo oferuje dużą elastyczność, nie ma już potrzeby podgarniania paszy co najmniej trzy razy dziennie, ani przygotowywania ostatniego – wieczornego zadawania paszy.

Joanna Aerts, Lely East

fot. Lely



Zbadano i stwierdzono, że dzięki robotowi Juno jest o 15% mniej niedojadów

SER(ce) rośnie


Podczas otwarcia Dariusz Sapiński podziękował firmom i instytucjom, które przyczyniły się do realizacji nowej inwestycji, ale także załodze, która - jak podkreślił - w błyskawicznych tempie opanowała nowe technologie

Nowa fabryka konfekcjonowania sera wysokomazowieckiej Mlekovity robi ogromne wrażenie, aż...


Dziesięć tysięcy metrów kwadratowych, siedem nowoczesnych linii produkcyjnych do konfekcjonowania sera, dwie dojrzewalnie żółtego przysmaku z kontrolą temperatury środowiska dojrzewania oraz hale magazynowe i pomieszczenia socjalne - tak w liczbach przedstawia się najnowsza inwestycja wysokomazowieckiej Spółdzielni Mleczarskiej Mlekovita. Największa na świecie fabryka konfekcjonowania sera została uroczyście otwarta w sobotę 6 listopada.

Już teraz w nowej fabryce konfekcjonuje się 120 ton sera na dobę, w ciągu roku liczba ta ma wzrosnąć do 240 ton. Na inwestycji zyskali i okoliczni mieszkańcy - 150 z nich znalazło w Mlekovicie miejsca pracy.

Fundusze na realizację przedsięwzięcia pochodzą ze środków własnych spółdzielni. Koszt inwestycji wyniósł ok. 50 mln zł. Hektar ziemi na parkingi przyzakładowe użyczył Henryk Wyszyński, wójt gminy Wysokie Mazowieckie.

Poświęcenia nowej fabryki dokonał ksiądz biskup Tadeusz Bronakowski. Wzięli w nim udział przedstawiciele władz lokalnych i wojewódzkich, lekarze weterynarii oraz oczywiście... media.

- Nowoczesna, oddana do użytku fabryka jest przykładem tego, że Mlekovita ciągle się rozwija i umacnia swoją pozycję na rynku - mówił Dariusz Sapiński, prezes Grupy Kapitałowej Mlekovita, podczas uroczystości otwarcia. - Jest to także realizacja naszej długofalowej strategii rozwoju. Jestem przekonany, że jest to inwestycja potrzebna nie tylko dla Mlekovity, ale także dla naszego miasta i regionu. Zwiększając zdolności produkcyjne firmy, zwiększamy produkcję mleka, co oznacza wzrost dochodów naszych rolników.

Prezes Sapiński, podkreślił także rolę kolejnych realizowanych w spółdzielni inwestycji:

- Można powiedzieć, że na ziemi wysokomazowieckiej nic tak dobrze nie wyszło, jak produkcja mleka. Jest to nasza duma, z której powinniśmy się cieszyć i, o którą powinniśmy dbać, nawet jeśli jesteśmy spoza branży. Rozwój regionu w dużym stopniu uzależniony jest od mleka. Specjalizacja Podlasia w produkcji mleczarskiej, to dobry krok w poszukiwaniu własnej tożsamości gospodarczej.

W zakładach Grupy Kapitałowej Mlekovita produkowane są sery twarde oraz miękkie. Przez lata rozwoju firmy udoskonalano receptury, technologie oraz modernizowano park maszynowy, aby zaspokoić potrzeby rynku nie tylko wewnętrznego, ale również światowego. Udziały Mlekovity wraz z podmiotami zależnymi w rynku serów twardych dojrzewających stanowią obecnie ok. 35%.

Każda nowa inwestycja to dowód na to, że Mlekovita nie spoczywa na laurach, mimo, że według badań, to właśnie sery tej marki są najchętniej wybierane przez konsumentów. A ci mają z czego wybierać, bo cały asortyment wysokomazowieckiej spółdzielni to ponad 300 produktów! Na domiar każdego roku do tej liczby dochodzi kilkadziesiąt nowych. Liczne inwestycje, sypiące się jak z rękawa nagrody, to oczywisty powód do radości dla prezesa zarządu Mlekovity, ale nie największy wcale.

- Za swój największy sukces uważam zadowolenie klientów – mawia Dariusz Sapiński i podkreśla: - Dzięki temu, że my się rozwijamy, rolnicy mogą zwiększać produkcję mleka.

Z racji tego, że zarząd Mlekovity każdą inwestycję traktuje nie tylko jako własny sukces, ale też swoich dostawców, ci najwięksi zostali uhonorowani dyplomami okolicznościowymi. Tadeusz Dmochowski, Bogdan Zakrzewski i Tomasz Kraszewski w okresie od początku roku do połowy października oddali do Mlekovity niebotyczne ilości mleka - największy z nich ponad 700 tysięcy litrów!

Zaproszony na uroczystość Marek Sawicki, minister rolnictwa, co prawda nie mógł pojawić się osobiście, ale przesłał listownie słowa uznania. Podkreślił w nich, że na ugruntowanie pozycji Mlekovity pozwoliły dobre standardy i nowe technologie. Życząc dalszych sukcesów, szef resortu potwierdził, że droga, którą podąża Mlekovita jest słuszna.

tekst: Małgorzata Sawicka

fot. Andrzej Niczyporuk, Mlekovita



Podczas otwarcia Dariusz Sapiński podziękował firmom i instytucjom

Nowa fabryka konfekcjonowania sera

Na wysoki połysk


Ryszard Borawski, to pierwszy rolnik w gm. Szczyczyn, który zamontował w swoim gospodarstwie schładzalnik mleka. Ten, przy którym pozuje to całkiem nowa sztuka, zamontowana w przeddzień przygotowania tego artykułu

Gospodarstwo Agnieszki i Ryszarda Borawskich…


Miejscowość Niedźwiedzke w gminie Szczuczyn. Wjeżdżając do wsi, w oczy rzuca się piękna nowa obora, a naprzeciwko niej dom z błękitną elewacją. Nie mieliśmy wątpliwości, że trafiliśmy pod właściwy adres – do Agnieszki i Ryszarda Borawskich – miejscowych liderów w produkcji gospodarstwa i właścicieli niezwykle nowoczesnego i zadbanego gospodarstwa.

Gospodarze witają nas już w progu. Choć chce się zwlekać z wejściem do domu, by choć jeszcze przez chwilę rozejrzeć się po tym pięknym podwórku. Obejście wokół domu, obory – wszystko pokryte polbrukiem. Na środku tzw. rondo – „wyspa zieleni”, na której gospodarze posadzili krzewy. Za domem oczko wodne, a nad nim malowniczy mostek. Altanka, grill, drewniany bocian, ozdobna studzienka z kamieni – otoczenie domu bije po oczach dbałością o każdy szczegół. Nie dziwi zupełnie fakt, że rolnicy ci w tym roku wytypowani zostali do wzięcia udziału w Agrolidze. Dziwi, że nie wygrali. Jestem pewna, że następnym razem…

Od dwudziestu lat rządy w gospodarstwie sprawują małżonkowie – Agnieszka i Ryszard. Wcześniej było ono prowadzone przez rodziców pana Ryszarda. Już oni przewidująco z pospolitego wielokierunkowego gospodarstwa zaczęli przekształcać je w specjalistyczne, ukierunkowane na produkcję mleka.

Schemat jego rozwoju wyglądał podobnie, jak w wielu przypadkach tego typu. Po pierwsze poprzez dokupowanie działek rolnych, gospodarstwo stopniowo zwiększało swoją powierzchnię. Z ok. 40 hektarów do dzisiejszych ponad 80. Analogicznie rzecz wyglądała ze stadem. W gospodarstwie było zawsze kilkanaście sztuk bydła. Obecnie stado Borawskich liczy sobie 60 krów dojnych (100 sztuk ogólnie). Dojone są na hali udojowej 5+5. Udój zajmuje gospodarzom półtorej godziny

Przed rokiem w gospodarstwie przybyła nowoczesna, funkcjonalna i spełniająca wszelakie normy obora wolnostanowiskowa.

- Zrobiliśmy to przede wszystkim dla siebie – mówi pani Agnieszka. – Żeby było nam lżej.

Wcześniej bydło było utrzymywane w starych zabudowaniach, w systemie uwiązowym.

- Też nie było źle – ocenia gospodyni. – Mieliśmy tam zamontowany zgarniacz obornika. Staraliśmy się dbać o nasz komfort. Mąż jako pierwszy w gm. Szczuczyn zamontował schładzalnik do mleka, by umożliwić mleczarni odbiór bezpośredni surowca. Ale były i minusy. Do starej obory nie było możliwości wjazdu paszowozem, a co za tym idzie paszę trzeba było rozwozić taczką.

- I prawdę mówiąc mieliśmy tego dosyć – wspomina pan Andrzej. – Jak się wyszło rano do obory, tak wracało do domu około jedenastej. Dnia nie starczało.

Borawskim trafiła się okazja zakupu działki położonej niemal naprzeciwko domu. Oczywiście skorzystali. Jednak, jak to w życiu bywa, wraz za odrobiną szczęścia, idzie sporo pecha. Procedury związane z budową ciągnęły się aż trzy lata. Jednak, jak to w życiu bywa, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ten zastój finalnie przysłużył się rolnikom, którzy dzięki temu uniknęli zakupów materiałów budowlanych w najmniej korzystnym dla nich czasie. Już niedługo – pod koniec grudnia – będzie miała miejsce pierwsza nieformalna rocznica uruchomienia nowej obory. Rolnicy, jak mówi, bardzo wyraźnie odczuli zmiany.

- Teraz wchodzimy do obory na półtorej godziny i po sprawie – mówi gospodarz. – Przy starych zabudowaniach było to kilka dobrych godzin pracy. Każde zwierzę było karmione oddzielnie, a tu wszystkie razem. Co dla mnie było ważne, montaż rusztów, przy których nie stosuje się słomy jako ściółki, pozbawił mnie obowiązku wywozu obornika.

- Jest też lżej – dodaje żona. – Dój przeprowadza się w pozycji stojącej i kręgosłup tak nie cierpi.

Obora była zbudowana w części ze środków własnych oraz został na ten cel zaciągnięty kredyt preferencyjny.

Po budowie obory rolnicy nie zaprzestali realizacji kolejnych inwestycji. Otoczenie obory, jak i podwórko wokół domu, zostały wyłożone polbrukiem. W przeddzień naszego przyjazdu wymieniony został na nowy schładzalnik na mleko. Borawskim udało się również wymienić cały park maszynowy. Zanim sięgnęli po fundusze unijne w postaci Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich, przeszli na VAT i kupowali maszyny ze środków własnych, występując o zwrot podatku. Skorzystali z działania „Modernizacja Gospodarstw Rolnych”, wykorzystując niemal w całości pulę przysługującą jednemu gospodarstwu – 600 tys. zł. Najpierw musieli zgromadzić środki własne, by po zakupie sprzętu wnioskować o zwrot, w ich przypadku, 60 % kosztów kwalifikowanych zakupów. Dzięki odwadze udało im się kupić ciągnik, bielarkę, owijarkę do bel, pług obrotowy.

Na ich drodze rozwoju nie zabrakło przeszkód. Najgorsza, jaka im się przytrafiła, to zarażenie pokaźnej części stada białaczką. W takich przypadkach, służba weterynaryjna odbiera krowy, wypłacając rolnikom odszkodowanie. Niestety, do najwyższych nienależące. Nie było łatwo, ale rolnikom udało się odbudować stado i wrócić do równowagi. Z problemem choroby pożegnali się już na dobre.

Choć rolnicy z chęcią inwestują w nowoczesną technologię, by ułatwić sobie życie, do coraz modniejszych robotów udojowych oraz innych obsługujących gospodarstwo, mają ostrożne podejście.

- Wiadomo, że taki robot wymaga selekcji wśród zwierząt, a przecież tak dobrane stado nie jest wieczne i wciąż pojawiają się w nim młode sztuki. A takie trudno zmusić do wejścia do hali udojowej, a co mówić, zachęcić do wchodzenia do robota – mówi pani Agnieszka.

Inwestycja, ich zdaniem, ciągle jeszcze należy do astronomicznie drogich, a pieniądze, jakie trzeba wydać na ten cel, wystarczyłyby na zatrudnienie dodatkowych pracowników do pomocy przy doju. A czas uzyskany w ten sposób przeznaczyć na tak wyczekiwany przez rolników wypoczynek. Choć z drugiej strony każde z nich przyznaje, że stada pod opieką obcych raczej by nie zostawili.

W tym roku Borawscy mieli swoją przygodę z konkursami ogólnokrajowymi. Wzięli udział w Agrolidze. Brak laurów nie zniechęcił ich do stawami w szrankami z innymi najlepszymi gospodarzami. Dlatego przymierzają się do wzięcia udziału w innym ogólnopolskim konkursie „Bezpieczne Gospodarstwo Rolne”.

- Wydaje nam się, że to naprawdę dobry moment – mówi pani Agnieszka. – Nowe maszyny w gospodarstwie, nowa obora, o otoczenie też zdążyliśmy zadbać. Choć oczywiście zawsze znajdzie się coś do poprawienia.

Wiosną zaplanowane są prace związane z elewacją budynków znajdujących się wokół domu. Borawscy chcą, by pasowały one do obory. W planach są także prace związane z ogrodem. Tak, by wszystko było na wysoki połysk…

Tekst: Małgorzata Sawicka

Fot. Sebastian Rutkowski


60 krów Borawscy doją w hali udojowej 5+5. Zajmuje im to zaledwie półtorej godziny

Made in Denmark


p { margin-bottom: 0.21cm; }

Duńską hodowlę bydła mlecznego uważa się za najlepszą na świecie


Dania to niewielki kraj skandynawski liczący 5,5 mln ludności i 43 tysięcy km kwadratowych powierzchni. Mimo, iż jest to mały kraj, gospodarka duńska osiągnęła produkt krajowy brutto dający jej 8 miejsce na świecie. Kraj jest samowystarczalny energetycznie, a dzięki złożom ropy naftowej i gazu ziemnego pod dnem Morza Północnego jest eksporterem tych surowców. Duńskie rolnictwo to jeden z filarów gospodarki tego kraju.

Produkcja żywności jest trzykrotnie większa od zapotrzebowania krajowego. W związku z tym Dania jest jednym z liczących się eksporterów żywności na świecie. 15% mięsa i 17% masła na rynku międzynarodowym pochodzi z Danii.

Sukces w produkcji mleka to efekt:

ponad wiekowej tradycji spółdzielczości w przerobie mleka. 93% mleka skupują spółdzielnie mleczarskie, czyli producenci mleka decydują o kierunkach rozwoju i czerpią zyski z dobrych wyników pracy „mleczarni”

pracy hodowlanej farmerów, ich firmy VikingGenetics oraz świata nauki

Duńska hodowla bydła mlecznego w chwili obecnej jest jedną z najlepszych na świecie.

Jako potwierdzenie tej informacji publikujemy wyniki produkcji mleka w kilku europejskich krajach zrzeszonych w organizacji Interbull publikowane przez ICAR (International Committee for Animal Recording)

Wyniki za rok 2009

Rok Kraj Liczba krów Ilość obór Średnie stado Średnia wydajność Kg mleka % tłuszczu % białka

2009 Dania 560 000 4 300 130,0 8700 4,29 3,44

2009 Szwecja 356 776 6 137 58,1 8321 4,24 3,40

2008 Holandia 1 466 134 20 746 71,0 7926 4,37 3,50

2009 Norwegia 249 080 12 270 20,3 7057 4,22 3,37

2009 Czechy - - 394 122 7055 3,85 3,33

2009 Niemcy 4 169 349 95 766 43,5 6900 4,13 3,40

2009 Polska 2 606 094 486 470 5,4 4714 4,02 3,23


Ten sukces to w dużej mierze zasługa programu oceny i selekcji, a także połączenia wysiłków farmerów z trzech krajów: Danii, Finlandii i Szwecji w realizacji wspólnego programu hodowlanego. Cele tego programu to uzyskanie w populacji krów bardzo dobrych parametrów w kategoriach: zdrowie, rozród, cechy funkcjonalne, produkcja i budowa.

Wyniki produkcji mleka w duńskich oborach w poszczególnych rasach są następujące.

Średnia dla wszystkich krów za 365 dniową laktację

Rasa % Razem krów kg mleka Kg tł % tł kg białka % białka kg SM

Duńska czerwona 7,7% 39 851 8 750 374 4,27 305 3,49 679

HF 72,3% 373 333 9 504 390 4,10 319 3,36 709

Jersey 12,3% 63 421 6 623 391 5,90 269 4,06 660

HF czerwony 1,1% 5 801 8 442 364 4,31 290 3,44 654

Mieszańce ras mlecz 6,6% 33 789 8 614 371 4,31 298 3,46 669

Średnia 100,0% 516195 9 022 387 4,29 310 3,44 697


O jakości „genetyki mlecznej” made in Denmark, oprócz przytoczonych wyżej liczb, może świadczyć jeszcze kilka innych faktów. Na wymagającym rynku USA, na najpopularniejszej liście buhajów „Top 100 TPI International Bulls”, 9 buhajów to rozpłodniki urodzone w Danii, podobna sytuacja występuje na „Top 100 JPI Bulls”, czyli liście buhajów rasy Jersey. Tu jest ich 10. ISDK DJ ZUMA jest pierwszy na tej liście, a 4 pozycję zajmuje buhaj ISDK Q IMPULS najbardziej wiarygodnie wyceniony 15 494 córki w 1 588 oborach w 10 krajach. Buhaj ten mimo ukończenia 12 lat w pierwszej dekadzie października wyprodukował 500.000 porcji nasienia w tym 60.000 porcji nasienia seksowanego. Podobne wyniki są na kanadyjskich listach Jersey-a. Pierwsze miejsca zajmują: w wycenie krajowej IMPULS 1923 LPI, a na liście międzynarodowej ZUMA 2378 LPI. W kraju klonowego liścia sukces odniosły też buhaje rasy Duńskiej Czerwonej. Co ciekawe Canadian Dairy Network (odpowiednik Instytutu Zootechniki w Balicach) rasy: SRB ze Szwecji Ayshyr z Finlandii NRF z Norwegi i Duńską Czerwoną zalicza do jednej bazy Ayshyr-a liczącej 24.000 buhajów z 21 krajów. Duński buhaj DAVID zajmuje pierwsze miejsce na międzynarodowej liście kanadyjskiej a GAZELLE i GOLD odpowiednio 5; 12. Tak wysokie miejsca tych buhajów w wycenie kanadyjskiej są potwierdzeniem ich wysokiej wartości hodowlanej nie tylko w wycenie skandynawskiej.

Buhaje wszystkich ras bydła mlecznego z Danii odnoszą sukcesy na rynkach międzynarodowych także w Polsce. V EATON mimo zbliżających się 13 urodzin posiada PF 114, wyceniony na 202 córkach w 100 oborach.

Kolba pełna obfitości


Rolnik, który decyduje się na wybór odmiany kukurydzy ma obecnie ogromne pole do popisu. A Podlaski Dzień Kukurydzy to idealna okazja by zapoznać się z wynikami doświadczeń na najnowszych odmianach

Dziewiąty Podlaski Dzień kukurydzy w Szepietowie


Nienajlepszy dla rolnictwa, rewelacyjny dla kukurydzy - tak można pokrótce podsumować rok bieżący w branży. Pierwsze statystyki ze zbioru „królowej podlaskich pól” są obiecujące. Ci, których kukurydziana uprawa szczególnie interesuje, wzięli udział w świętowaniu Podlaskiego Dnia Kukurydzy, który odbył się 5 września na terenie Podlaskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego.

Tak w województwie podlaskim, jak i w całej Polsce, z roku na rok wzrasta powierzchnia uprawy kukurydzy. Powód jest oczywisty - wzrostowa tendencja w chowie bydła, w którym kiszonka z kukurydzy właśnie jest podstawą żywienia.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2009 roku w województwie podlaskim zasiano na kiszonkę powierzchnię 63 tysięcy 826 hektarów, na ziarno 4446 ha. Natomiast w roku bieżącym na kiszonkę 72 tys. 816, a na ziarno 4277 ha. To około 9 procentowy wzrost. Nieco mniejszy odnotował Podlaski Ośrodek Doradztwa Rolniczego.

Ten rok również pod względem pogodowym sprzyjał królowej podlaskich pól, jak się zwykło w ostatnich latach zwać kukurydzę.

- Aura w tym roku była dla kukurydzy bardzo sprzyjająca - ocenia Andrzej Markowski z Sekcji produkcji roślinnej Podlaskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego - Było dużo wody, nie było suszy. Jedyny problem dotyczył zasiewu, rolnicy mieli problem by w maju, najbardziej dogodnym na siew miesiącu, by wejść na pola wskutek opadów deszczu. Analogicznie dotyczyło to też nawożenia. Pierwsze dane dotyczące tegorocznych plonów są bardzo obiecujące - wahają się od 450 do 600 kwintali z hektara.

Jak podkreśla Markowski, pogoda kukurydzy sprzyjała bardzo, przeszkadzała nieco rolnikom, którzy często mieli problem ze zbiorem rośliny, ze względu na niemożność wjazdu na pole. Stąd opóźnienia.

Podlaski Ośrodek Doradztwa Rolniczego idąc za tendencją wzrostową w zakresie uprawy kukurydzy powołał do życia Podlaski Dzień Kukurydzy, który ma w tej chwili już dziewięcioletnią historię.

Ja podkreślają organizatorzy „to impreza głównie o charakterze edukacyjnym, która ma na celu zaprezentowanie najnowszych technologii produkcji i zbioru kukurydzy, a także pomoc rolnikom w rozwiązywaniu problemów, z jakimi spotykają się w trakcie uprawy.”

Formuła Dnia Kukurydzy od lat jest podobna. Swoją ofertę na imprezie prezentują firmy nasiennicze, efekty ich pracy można obejrzeć też bezpośrednio na poletkach doświadczalnych. Prezentują się także firmy posiadające w ofercie ciągniki, maszyny rolnicze oraz urządzenia do uprawy, pielęgnacji i zbioru kukurydzy. W tym roku, jak i w latach poprzednich, hitem targów były pokazy maszyn przy pracy. Tak opisują ją organizatorzy święta: „Pierwszy pokaz rozpoczął się koszeniem kukurydzy sieczkarnią samobieżną na wysokości 60-80 cm, czyli od pierwszej kolby w górę. W ten sposób skoszono 6 odmian kukurydzy. Każda odmiana została zważona na wadze przejazdowej. Następnie za pomocą prasy silosowej napełniono rękaw foliowy do zakiszenia.

Drugi pokaz poświęcony był zagospodarowaniu pozostałości po zbiorze kukurydzy. Za pomocą rozdrabniacza nastąpiło rozdrobienie resztek po zbiorze i przy użyciu brony talerzowej wymieszanie materiału roślinnego z wierzchnią warstwą gleby. Wykonano również orkę średnią i zaprezentowano precyzyjny siew kukurydzy przy użyciu siewnika pneumatycznego”.

Innowacją tegorocznego dnia kukurydzy była prezentacja zbioru kukurydzy do zakiszania w rękawie foliowym, którą poprzedziły dwa wykłady: Tadeusz Michalski, prezes Podlaskiego Związku Producentów Kukurydzy przedstawił metody kiszenia kukurydzy, natomiast Ryszard Wojciechowski z firmy Pionier zaprezentował LKS - czyli technologię uprawy, zbioru i zakiszania całych kolb kukurydzy.

tekst: Małgorzata Sawicka

fot. Sebastian Rutkowski


Najlepszy oracz z Perlejewa

Maciej Miłkowski z Perlejewa, powiat siemiatycki został najlepszym oraczem finału III Wojewódzkiego Konkursu Orki Pługami Tradycyjnymi, którego finał miał miejsce podczas Podlaskiego Dnia Kukurydzy.

Podlaski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Szepietowie po raz trzeci organizował Konkurs Orki Pługami Tradycyjnymi, którego celem jest popularyzowanie prawidłowego wykonywania tego zabiegu uprawowego, właściwego wykorzystania sprzętu oraz promocja postawy \"być najlepszym\".

Do finału konkursu zakwalifikowało się po dwóch uczestników z największą liczbą punktów z każdego rejonu. Komisja wybrała sześciu, którzy zmagali się w finałowych rozgrywkach etapu wojewódzkiego w Szepietowie.

Pierwsze miejsce i tytuł Wojewódzkiego Mistrza III Wojewódzkiego Konkursu Orki Pługami Tradycyjnymi zdobył Maciej Miłkowski z Perlejewa. Na drugim miejscu uplasował się Marcin Kadłubowski z Kiersnowa. Trzecie miejsce natomiast zdobył Łukasz Żeladonis z Olszanki.

Co oceniała Komisja Konkursowa? Między innymi:

utrzymanie równomiernej głębokości

uzyskanie jednakowej wysokości i szerokości skib

dobre przykrycie resztek roślinnych

równomierne odwrócenie i rozrzucenie skib

prawidłowa prostoliniowość skib i bruzd.

opr.sam

 



Pokazy maszyn przy pracy to rarytas dla zwiedzających, którzy tłumnie się na nich gromadzą

Kurs na konkurs


Choć kombajn należący do pana Henryka nie należy wcale do najmłodszych, inspektorzy docenili, dbałość o jego stan i wyposażenie

Gospodarstwo Henryka Chomiczewskiego, zwycięzcy konkursu „Żniwa mogą być bezpieczne”


Czasem życiem człowieka rządzi przypadek. Czasem szczęśliwy. Tak jak to było w przypadku Henryka Chomiczewskiego z Kurianki, zwycięzcy tegorocznego konkursu „Żniwa mogą być bezpieczne”.

Gospodarstwo w Kuriance dziś liczy sobie łącznie 45 hektarów.Trzy czwarte to areał własny, a reszta to dzierżawy. Sporo, ale początki były zgoła inne.

- Od młodości przygotowywany byłem do przejęcia gospodarstwa po rodzicach, w tym celu ukończyłem szkołę rolniczą, zdobywałem potrzebne kwalifikacje - wspomina Henryk Chomiczewski. - W 1996 roku oficjalnie przejąłem gospodarstwo o powierzchni 8 hektarów.

Postawił na bydło mleczne. Dziś stado do niego należące liczy sobie ogółem ponad 40 sztuk. Zajmują uwiązową oborą na rusztach, wyposażoną w 24 stanowiska i zagrody dla młodzieży.

Chomiczewscy prowadzą również produkcję roślinną. W niewielkiej części jest to kukurydza z myślą o kiszonce, część uprawianych zbóż jarych i ozimych przetwarzana jest w gospodarstwie, nadwyżka jest sprzedawana.

Ten dynamiczny rozwój gospodarstwa przeprowadzony został bez pomocy środków zewnętrznych w postaci dofinansowania unijnego. Dlaczego?

- Nie lubię formalności, tzw. papierologii- wyjaśnia pan Henryk. - Jedyna pomoc, z jakiej korzystam to dopłaty bezpośrednie, a i tak wypełnianie wniosków bezpośrednich powierzam fachowcom. Tym bardziej, że posiadane przez mnie gospodarstwo rozbite jest na sporą ilość działek. Miałem co prawda w planie scalenie niektórych z nich, ale jak się okazało w praktyce rzecz jest dość skomplikowana i wiąże się z kosztami.

Choć o bezpieczeństwo pracy pan Henryk dbał zawsze, nie kwapił się wcale do wzięcia udziału w jakimkolwiek konkursie.

- Jak obserwuję okolicznych rolników, to widzę, że tu wszyscy dbają np. o stan maszyn - mówi Chomiczewski. - To nie chodzi tylko o bezpieczeństwo, ale również o sprawność maszyn. Kiedy zaczynają się żniwa, nie ma czasu na usterki. Jeśli jednak w czas zadba się o stan maszyn i urządzeń, na pewno nie zawiodą w najmniej stosownym momencie. Dlatego nie robiłem czegokolwiek na pokaz. Tylko po prostu, dla siebie.

I opłaciło się. Przez kilka lat pan Henryk przechodził inspekcje podczas żniw organizowane przez PIP. Choć pierwsze były może nieco stresujące, kolejne już znacznie mniej. Dzięki wiedzy przekazywanej przez fachowców pan Henryk uzupełniał ewentualne braki, czy niedociągnięcia. Inspektorzy sprawdzali stan sprzętu żniwnego, wyposażenie w apteczki, gaśnice, a przede wszystkim w osłony.

- Przy tej okazji otrzymałem propozycje od inspektora, by wziąć udział w konkursie - mówi rolnik z Kurianki. - Wahałem się, ale córka mnie namówiła.

Po jakimś czasie pan Henryk otrzymał zaproszenie na Dożynki Wojewódzkie, ale wtedy jeszcze nie miał pojęcia, że jedzie tam po odbiór pierwszej nagrody.

- Sądziłem początkowo, że zapraszają mnie po prostu grzecznościowo, jako widza, dopiero na miejscu okazało się, że nie o to dokładnie chodzi, a, że udało się i wygrałem - wspomina pan Henryk.

W nagrodę za pierwsze miejsce Chomiczewski otrzymał nawigację samochodową i bardzo się ucieszył. Ten zakup był w planie, więc nagroda trafiona w dziesiątkę i świetnie się sprawdza.

- Nigdy się nie spodziewałem, że rolnik z gm. Lipsk, z miejscowości Kurianki otrzyma główną nagrodę, wręczaną na takim święcie jak Dożynki Wojewódzkie - cieszy się Henryk Chomiczewski. - Przy tej okazji chciałam podziękować Grażynie Ostrowskiej z Państwowej Inspekcji Pracy, za to, że mnie zachęciła i zmobilizowała, Bartłomiejowi Królikowi, za wsparcie podczas finału konkursu i Mirosławowi Baszko, który w imieniu Urzędu Marszałkowskiego wręczył mi nagrodę.

tekst: Małgorzata Sawicka

fot. Andrzej Niczyporuk


Henryk Chomiczewski otrzymał pamiątkowy dyplom oraz nawigację samochodową

Wypadek przy zbiorze kukurydzy



Wskutek wypadku przy zbiorze kukurydzy nieprzytomnego rolnika z urazami klatki piersiowej śmigłowcem przetransportowano do szpitala w Białymstoku. Wypadek miał miejsce 20 września w okolicach wsi Kulesze na Podlasiu.

55-letni rolnik w niewyjaśnionych okolicznościach dostał się pod koła sieczkarni samobieżnej. Tego typu wypadków rok rocznie jest więcej. Dlatego Okręgowy Inspektor Pracy w Białymstoku apeluje do wszystkich rolników o praktyczne stosowanie zasad bezpiecznej pracy przy zbiorze zielonek na kiszonkę. Należy pamiętać o:

- Wyłączaniu napędu maszyny przy usuwaniu usterek i zapchań sieczkarni zielonką.

- Do ugniatania pryzm kiszonkarski należy używać ciągników wyposażonych w kabinę z ramą ochronną.

- Przewożenie na pomostach sieczkarni samobieżnych pasażerów jest zabronione.

- Dzieci do lat 16 nie powinny uczestniczyć w pracach polowych oraz ugniataniu pryzm kiszonki.

- Należy zadbać o dobrą organizację pracy w czasie wjazdu na pryzmy.

- Praca pod wpływem alkoholu stanowi zagrożenie dla zdrowia i życia.

sam

Jesień - liść ostatni już spadł


W sadzie i ogrodzie...


Sadzonki, meble ogrodowe, nasiona warzyw, kwiaty, miody, cebulki - ach, czego tam nie było. W trzeci weekend października, tereny wystawowe Podlaskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Szepietowie zalśniły wszystkimi barwami jesieni podczas corocznych targów ogrodniczych.

„Jesień w sadzie i ogrodzie” - bo taką noszą nazwę targi, to wydarzenie, które dostarcza bodźców estetycznych, jak i praktycznych. Nigdzie piękniej nie wyglądają kolory jesieni, jak tam. Nigdzie indziej nie można obejrzeć tak szerokiej gamy produktów związanych z założeniem i pielęgnacją ogrodów i sadów.

Tradycyjnym elementem targów było wybranie „Hit-u Targów, „Najatrakcyjniejszego Stoiska” oraz przyznanie tytułu „Najbogatsza oferta:”. I tak w pierwszym konkursie wygrało gospodarstwo „Cztery Pory Roku\" Mirosławy i Jerzego Grzymałów z Łomży za kiścień wawrzynkowy. Tegoroczny hit targów to nic innego jak liściasty krzew ozdobny, który jesienią przebarwia liście z koloru zielono-żółtego na purpurowe, a w czasie zimy nie traci liści jak większość liściastych roślin ozdobnych.

Najatrakcyjniejsze stoisko należało według Komisji Konkursowej do Zakładu Ogrodniczo-Szkółkarskiego pana Ryszarda Majewskiego z Goślinowa koło Gniezna. Pan Ryszard do Szepietowa przywiózł głównie sadzonki truskawek, których hodowlą zajmuje się od pół wieku.

Za stoisko z „Najbogatszą ofertą” uznano to należące do Specjalistycznego Gospodarstwa Ogrodniczo-Szkółkarskiego Mirosława Szymali z Twarogów Wypychów w gminie Perlejewo. Gospodarstwo oferuje bogaty asortyment gatunkowy i odmianowy materiału szkółkarskiego oraz owocowego. Szkółka posiada Certyfikat Ekologiczny.

Część wystawową imprezy znakomicie uzupełnił szereg konferencji oraz szkoleń. I tak w pierwszy dzień targów odbyła się konferencja podsumowująca projekt „Ekologizacja gospodarstw agroturystycznych Podlasia\". W ten sam dzień podsumowano konkurs na najciekawszy projekt z zakresu turystyki wiejskiej z udziałem funduszy unijnych.

W niedzielę odbyła się konferencja „Odnawialne źródła energii dla domu i biznesu\" oraz Forum Rolnicze Województwa Podlaskiego, podczas którego rolnicy i reprezentanci instytucji obsługujących rolnictwo rozmawiali o aktualnej sytuacji w rolnictwie.

Marzena Bęcłowicz

fot. Małgorzata Sawicka

W masce i przy wyłączonym napędzie


Wspólne zdjęcie laureatów i organizatorów konkursu. Od lewej Krzysztof Kozioł, Antoni Szymkowski, Jerzy Derpa, Henryk Chomiczeski i Wiesław Malecki

Finał konkursu „Żniwa mogą być bezpieczne”


Po raz jedenasty w czasie tegorocznych żniw odbył się konkurs „Żniwa mogą być bezpieczne” organizowany przez Okręgowy Inspektorat Pracy w Białymstoku przy współudziale Oddziału Regionalnego Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. Wygrał Henryk Chomiczewski ze wsi Kurianka, którego gospodarstwo prezentujemy na łamach bieżącego numeru.

Uroczyste rozstrzygnięcie konkursu odbyło się 5 września, podczas Dożynek Wojewódzkich w Surażu. Komisja konkursowa postanowiła uhonorować trzech rolników: Henryka Chomiczewskiego z Kurianki za zajęcie pierwszego miejsca, Wiesława Maleckiego oraz Antoniego Szymkowskiego za zajęcie odpowiednio drugiego i trzeciego miejsca.

Grupa zwycięzców została wyłoniona po wizytacjach, jakie przeprowadzali podczas żniw pracownicy Okręgowego Inspektoratu Pracy w Białymstoku i Oddziału Regionalnego KRUS w Białymstoku. W tym roku odbyły się 557 wizytacji prac polowych, uczestniczyło w nich 854 rolników i członków ich rodzin.

Wnioski jakie płyną z tegorocznych wizytacji są budujące. Prace prowadzone są w sposób coraz bezpieczniejszy, w porównaniu do lat ubiegłych. Odnotowano mniej zagrożeń w czasie pracy. Sprzęt żniwny był w lepszym stanie technicznym, jak w latach ubiegłych. Zgłoszono mniej wypadków przy pracy w okresie żniw

Podczas Dożynek w Surażu Okręgowy Inspektorat Pracy w Białymstoku zaprezentował swoje działania dotyczące bezpieczeństwa pracy w rolnictwie indywidualnym na stosiku informacyjnym. Na tablicach promocyjnych zamieszczono pozytywne i negatywne, pod względem bezpieczeństwa pracy, przykłady z tegorocznych żniw oraz wyniki konkursu „Żniwa mogą być bezpieczne”. Stoisko cieszyło się zainteresowaniem zwiedzających. Wydano znaczną liczbę broszur i ulotek omawiające zasady bhp w rolnictwie. Szczególne wzięcie miała broszura „Przygoda na wsi”.

tekst: sam

fot. OIP Białystok


Jerzy Derpa, z-ca Okręgowego Inspektora Pracy w Białymstoku gratuluje laureatom konkursu

Liderzy bezpieczeństwa


Po raz kolejny w gronie laureatów znaleźli się podlascy rolnicy. Tym razem Byli to Państwo Chylińscy prowadzący gospodarstwo zajmujące się hodowlą bydła mlecznego we wsi Mrówki gmina Wizna. Jedną z nagród wręcza z-ca Głównego Inspektora Pracy

Podsumowanie krajowego konkursu „Bezpieczne gospodarstwo rolne” w Bednarach


Bezpiecznie czyli jak? Czyli po podlasku - jak się okazuje. Bo to właśnie rolnicy z naszego województwa co roku zajmują wysokie miejsca, bądź nawet wygrywają w ogólnopolskim, najbardziej prestiżowym konkursie dotyczącym bezpieczeństwa: „Bezpieczne Gospodarstwo Rolne”. W tym roku nasz region rozsławili Małgorzata i Jacek Chylińscy z Mrówek.

Uroczyste podsumowanie ogólnopolskiego etapu konkursu odbyło się 25 września w czasie wystawy AGRO SHOW 2010 w Bednarach. Pierwsze miejsce zajęli mieszkańcy województwa małopolskiego - Małgorzata i Wojciech Musiał ze wsi Nieciecza. Na drugim miejscu znaleźli się nasi krajanie, wspomniani Chylińscy z Mrówek, równorzędnie z Anną i Pawłem Barczewskimi ze wsi Miłoszyn w woj. dolnośląskim.

Konkurs po raz ósmy zorganizowało Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego i Główny Inspektorat Pracy. W imieniu organizatorów nagrody laureatom wręczali: Marek Sawicki, minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Henryk Smolarz, prezes Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, Marian Liwo, zastępca Głównego Inspektora Pracy.

opr. sam, fot. OIP w Białymstoku

Uroczystości wokół dekady


W trakcie uroczystości 24 pracowników Oddziału otrzymało z rąk ministra Sawickiego odznaczenia „Zasłużony dla rolnictwa”, a kolejne 183 osoby „Medal Dziesięciolecia Podlaskiego Oddziału Regionalnego” m.in. Marek Sawicki

Na jubileusz podlaskiego oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa zawitał Marek Sawicki, minister rolnictwa


Blisko 7 mld zł w ciągu dziesięciu lat działalności wypłacił swoim beneficjentom podlaski oddział Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Rozrachunku dokonano w dniach 22-23 września, kiedy to odbywały się w Łomży uroczystości z okazji jubileuszu 10-lecia istnienia Oddziału.

Inauguracja obchodów dekady pracy rozpoczęta została poświęceniem sztandaru Oddziału, ufundowanego przez pracowników, dyrekcję oraz Związek Zawodowy Pracowników Agencji i Instytucji Rolniczych w białostockiej Cerkwi pw. Świętego Mikołaja. Uroczystemu nabożeństwu przewodniczył Jego Ekscelencja Najprzewielebniejszy Jakub, Arcybiskup Białostocko-Gdański. Ten sam sztandar następnego dnia w Łomżyńskiej Katedrze pw. Świętego Michała Archanioła poświęcił Jego Ekscelencja, Biskup Łomżyński Stanisław Stefanek w trakcie odprawiania uroczystej mszy w intencji pracowników ARiMR oraz beneficjentów i partnerów społecznych. Dalsza część uroczystości odbyła się w siedzibie łomżyńskiego Oddziału ARiMR.

- Obecność tak licznej reprezentacji osób, które przyjęły zaproszenie do udziału w jubileuszu świadczy o prestiżu społecznym Oddziału, o tym, że trud minionych 10 lat jest doceniany - powiedział podczas powitania gości Walenty Korycki, dyrektor Oddziału.

Wśród tej reprezentacji nie zabrakło Marka Sawickiego, ministra rolnictwa, który w swoim wystąpieniu poruszył kilka najbardziej palących kwestii związanych z rolnictwem.

- Przykładem tego, jaka powinna być wspólna polityka rolna Unii Europejskiej jest m.in. rolnictwo województwa podlaskiego, gdzie przeplata się kalejdoskop różnych kultur i rożnych praktyk rolniczych. Podobna różnorodność istnieje również w skali państw będących członkami Unii - powiedział szef resortu rolnictwa. - Wszelkie próby wprowadzenia jednego schematu dla wszystkich musi się skończyć porażką, a nawet katastrofą na rynku żywności.

Marek Sawicki odniósł się również do oczekiwań polskich rolników na zrównanie dopłat bezpośrednich z tymi, jakie otrzymują rolnicy z krajów tzw. starej Unii. Resort będzie robił wszystko, aby to zrównanie było korzystne zarówno dla dużych, jak i mniejszych gospodarstw.

Minister podkreślił, że jeśli chodzi o bieżące płatności, to czynione są starania, aby już grudniu przekazana została możliwie najwyższa kwota dopłat gospodarstwom poszkodowanym w powodziach. Sawicki nadmienił również, że nastąpiło przyśpieszenie w realizacji PROW 2007-2013. Budżet tego programu wynosi 70 mld zł, rozdysponowano już 50 mld zł (złożone wnioski, podpisane umowy, zobowiązania wieloletnie renty strukturalne, ONW).

Uczestnicy spotkania mieli okazję wysłuchać wykładu dr hab. Mariusza Brzezińskiego, dziekana Wydziału Rolnictwa i Rozwoju Wsi Wyższej Szkoły Agrobiznesu w Łomży na temat „Perspektyw podlaskiego rolnictwa”. Część mniej oficjalną umilił występ uczniów Zespołu Szkół z Nieścikowa k. Grajewa, poprzedzający kilkudziesięciominutową prezentację filmu przedstawiającego dorobek minionych 10 lat podlaskiego Oddziału ARiMR.

W kolejnym punkcie programu uroczystości minister Marek Sawicki przekazał 24 pracownikom Oddziału odznaczenia „Zasłużony dla rolnictwa”. Z okazji jubileuszu Związek Zawodowy Pracowników Agencji i Instytucji Rolniczych wybił „Medal Dziesięciolecia Podlaskiego Oddziału Regionalnego”. Te pamiątkowe medale otrzymały 183 osoby, w tym Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi, przedstawiciele kierownictwa Agencji, rolnicy, starostowie, wójtowie, burmistrzowie miast, przedsiębiorcy.

W uroczystościach jubileuszowych obok Marka Sawickiego uczestniczyli zastępcy prezesa ARiMR: Zbigniew Banaszkiewicz i Bogusław Nadolnik, a także dyrektorzy departamentów Centrali ARiMR: Renata Mantur - Departament Płatności Bezpośrednich, Jolanta Zagórska - Departament Pomocy Technicznej, Robert Pośnik - Departament Baz Referencyjnych, Leszek Szymański - Biuro Kontroli na Miejscu. Uczestniczyli również dyrektorzy z oddziałów: dolnośląskiego, kujawsko pomorskiego, lubelskiego, mazowieckiego, podkarpackiego, warmińsko -mazurskiego i świętokrzyskiego. A wraz z nimi delegacja z obwodu wileńskiego Narodowej Agencji Płatniczej Litwy z Judzasem Drazdasem i Krzysztofem Dokudowiczem. Parlamentarzystów reprezentował poseł na Sejm RP – Jan Kamiński.

Obecni byli wójtowie, starostowie przedstawiciele władz rządowych i samorządowych szczebla wojewódzkiego z wicewojewodą podlaskim Wojciechem Dzierzgowski i członkami Zarządu Województwa Podlaskiego Mieczysławem Baszko i Jackiem Piorunkiem.

Uroczystości towarzyszyła wystawa, którą zorganizowało 10 regionalnych producentów i przetwórców żywności.

opr. sam



Marek Sawicki, minister rolnictwa (z prawej) składa autograf w okazjonalnym albumie

Uroczystości rozpoczęło poświęcenie sztandaru podlaskiego Oddziału ARiMR

Jesteś tutaj: Strona główna