Podlaskie AGRO

Sejm przyjął ustawę o obowiązkowych ubezpieczeniach rolniczych

Od pierwszego lipca przyszłego roku rolnicy będą musieli ubezpieczać przynajmniej połowę upraw od skutków suszy. Sejm uchwalił u stawę o dopłatach do ubezpieczeń upraw rolnych i zwierząt gospodarskich. Teraz zajmie się nią Senat.
Jeśli i Senat uchwali nowelizację ustawy, wejdzie ona w życie po czternastu dniach od daty jej ogłoszenia. Wyjątkiem są przepisy dotyczące obowiązkowego ubezpieczenia od skutków suszy.
Opinie podlaskich rolników dotyczące ubezpieczeń z dopłatami państwa, są zróżnicowane. Niektórzy uważają to za zbędny obowiązek i kolejny wydatek. Są jednak i tacy, którzy cieszą się z takiego rozwiązania.
Tomasz Dudkiewicz, producent mleka z Goniądza przychylnie spogląda na nowe przepisy.
- Ja uważam, że to dobre rozwiązanie, teraz wszystko zależy od szczegółów – wyjaśnia gospodarz.
Jakich? Chodzi o wysokość składek, wielkość dopłat z budżetu państwa, o to, by firmy chętnie zawierały umowy z rolnikami.
Jestem w trudnej sytuacji – mówi rolnik z Goniądza. - Mam kilkuhektarową łąkę, z której praktycznie nic w ubiegłym roku nie zebrałem. Najpierw plon zniszczyła susza, później była tam lokalna powódź. Gdyby była ubezpieczona, mógłbym wystąpić o odszkodowanie.
Zdaniem gospodarza, wysokość składki powinna być adekwatna do ryzyka wystąpienia szkody.
Sejm przyjął ustawę wprowadzając kilka poprawek. Tak więc, po pierwsze ustalono nowe stawki dopłat z budżetu państwa. Mają one wynosić odpowiednio: 60 %.w przypadku ubezpieczenia roślin i 50 % w zakresie ubezpieczeń zwierząt.
Ustalono także wysokość kar za nieprzestrzeganie nowego obowiązku. Rząd proponował 50 euro od gospodarstwa rolnika, Sejm uznał za właściwsze, by kara wynosiła 2 euro za hektar.
Dopłaty mają być wypłacane firmom ubezpieczeniowym, które podpiszą umowy z Ministerstwem Rolnictwa. Problem w tym, że uchwalone przez Sejm przepisy nie spełniają wszystkich oczekiwań ubezpieczycieli. Istnieje więc prawdopodobieństwo, że nie znajdą się firmy chętne do ubezpieczania rolników. Niektórzy obawiają się nawet, że rolnikom przybędzie obowiązek, z którego wywiązać się nie będą mogli, a kary zapłacić trzeba będzie. Sejm zaradził i temu. Jedna z poprawek mówi o tym, że jeśli resort rolnictwa nie podpisze umów z firmami ubezpieczeniowymi, rolnicy nie będą musieli uiszczać kar.

W ustawie jest także zapis mówiący o tym ile budżet państwa będzie dopłacał do odszkodowań w sytuacji wystąpienia klęski suszy na dużą skalę. Otóż jeśli odszkodowania przekroczą 90 % wysokości wszystkich składek, państwo zapłaci 60 % odszkodowań. Kolejna ważna kwestia, to moment , w którym zaczyna obowiązywać odpowiedzialność firmy ubezpieczeniowej. Według przyjętych prze Sejm przepisów, rozpocznie się ona następnego dnia po zawarciu umowy.
Małgorzata Sawicka

Gminne punkty informacyjne - informacja o ich uruchomieniu

Wszelkie wiadomości związane z wypełnianiem wniosku o płatność obszarową będzie można uzyskać w gminnych punktach informacyjnych. Od kwietnia takie miejsca będą funkcjonować w około 90 gminach, a więc w praktycznie wszystkich w woj. podlaskim. Porady będą w nich udzielane bezpłatnie.
Ta inicjatywa uruchamiana jest już po raz trzeci w ramach współpracy Podlaskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego, Podlaskiej Izby Rolniczej, Związku Gmin Wiejskich Województwa Podlaskiego oraz Oddziału Regionalnego ARiMR w Łomży.
Uznaliśmy, że w tym roku punkty będą jeszcze potrzebne, ze względu na to, że wnioski o płatności obszarowe w znacznym stopniu się skomplikowały – wyjaśniał podczas poniedziałkowej konferencji Mirosław Lech, przewodniczący ZGWWP.
Pracownicy PODR oraz ARiMR przeszkolą bezrobotnych, którzy zostaną zatrudnieni w punktach informacyjnych w ramach stażu lub zatrudnienia interwencyjnego.
Wypełnianiem wniosków będą się zajmować, podobnie jak w latach ubiegłych, m.in. powiatowe biura Podlaskiej Izby Rolniczej oraz placówki Podlaskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego. Jedyna zmiana, to że za świadczenie tych usług trzeba będzie zapłacić.
Przewiduje się, że za wypełnianie wniosków będzie jakaś odpłatność, lecz ostatnie słowo należeć będzie do nowego zarządu – powiedział Zbigniew Dembowski, wiceprezes PIR.
Natomiast wypełnienie wniosku w powiatowym zespole doradztwa rolnicze kosztować będzie 25 zł od wniosku plus 1 zł za każdą działkę ewidencyjną.
Termin składania wniosków o płatność obszarową to 15 marca-15 maja. Przedstawiciele organizacji związanych z rolnictwem, biorących udział w tej inicjatywie, zaapelowali podczas konferencji o to, by rolnicy, którzy mają taką możliwość, składali wnioski jak najwcześniej.

sam

Realizacja programu Nowe Horyzonty 2

Aż pięć razy więcej osób niż było dostępnych miejsc zgłosiło się do programu Nowe Horyzonty 2. To program nastawiony na reorientację zawodową rolników z woj. podlaskiego. Obecnie przeprowadzane są szkolenia.
To już druga edycja programu i nie zapowiada się, żeby na tym się skończyło.
Popularność programu świadczy o tym, że jest on bardzo potrzebny – mówi Michał Skarżyński z Białostockiej Fundacji Kształcenia Kadr, kierownik projektu. - Dlatego sądzę, że kolejna jego edycja będzie miała miejsce.
Najpierw odbyła się rekrutacja, podczas której nie tylko stworzono listę uczestników przyszłych szkoleń, ale również rozpoznano rzeczywiste potrzeby rolników w poszczególnych powiatach. Niestety, nie wszystkie osoby, które zgłosiły się na rekrutację, będą miały szansę wziąć udział w szkoleniach.
W projekcie miało wziąć udział 1080 osób, a zgłosiło się 5 tysięcy - podkreśla Skarżyński. - Jednak tym osobom, które nie zostały zakwalifikowane do szkoleń, nie zamykamy do nich drogi., Sądzę, że jeśli uruchomiony zostanie nowy program, to zamiast przeprowadzać kolejną rekrutację, skorzystamy z już istniejącej „listy rezerwowej”.
Wysoka liczba chętnych to również efekt współdziałania Fundacji z samorządami lokalnymi, jak i sołtysami poszczególnych wsi.
Obecnie realizowane są szkolenia grupowe. Ma być ich w sumie 70. Część z nich przeprowadzi Podlaski Ośrodek Doradztwa Rolniczego, część Białostocka Fundacja Kształcenia Kadr, a pozostałe – wyłonieni przez BFKK inni wykonawcy.
Na bezpłatnych kursach rolnicy będą mieć okazję dowiedzieć się wszystkiego m.in. o turystyce wiejskiej, opiece nad dzieckiem, osoba starszą, obsłudze komputera, uzyskać prawo jazdy kat. C, jak i zdobyć wiele innych umiejętności.
- Zależy nam na tym, by ta wiedza dała taki efekt, by osoby biorące udział w szkoleniach mieli szansę na znalezienie pracy poza rolnictwem.

sam

Imprezy Związku Gmin Wiejskich Województwa Podlaskiego

Z Mirosławem Lechem, wójtem gminy Korycin i przewodniczącym Związku Gmin Wiejskich Województwa Podlaskiego rozmawia Małgorzata Sawicka

- Mnóstwo odwiedzających, znikające w ciągu kilku godzin podlaskie przysmaki – tak wyglądały imprezy organizowane przez Związek Gmin Wiejskich Województwa Podlaskiego m.in. w Warszawie. Było ich zaledwie kilka, a już zyskały sobie renomę. Pomysł na zorganizowanie festynów podlaskich producentów żywności tradycyjnej, rzemieślników itd. sprawdził się znakomicie. Czy w tym roku będą kolejne?
- Tak, już jest ustalona pierwsza data. Wiadomo na pewno, że jedna z imprez odbędzie się 3 czerwca w Warszawie. Negocjujemy też i inne terminy. Chcielibyśmy również powtórzyć ubiegłoroczną imprezę, która odbyła się w Wilnie. Mieliśmy wówczas obawy, co do jej powodzenia, ale to, co zastaliśmy na miejscu, mile nas rozczarowało. Mieszkańcy Wilna i okolic bardzo serdecznie nas przyjęli.

- Jak pan wspomina poprzednie imprezy?
- Bardzo dobrze. „Warszawa” ciągle dzwoni i pyta, kiedy będą kolejne. Muszę się pochwalić, że podczas jednej imprezy przez nasze stoiska przewija się ok. 50 tys. osób. Dzieje się to z korzyścią dla obu stron – kupujących i uczestników. Nie tylko producenci tradycyjnej żywności, ale i przedstawiciele branży turystycznej, jak i rzemieślniczej znajdują tam dobry rynek, nawiązują znajomości, które później owocują. W efekcie smakołyki z woj. podlaskiego można już kupić na terenie właściwie całej Polski.

- Podczas tych imprez można nie tylko kupić podlaskie smakołyki...
- Oczywiście. Staramy się, żeby promowane było całe Podlasie. Tak więc pokazujemy rynek podlaskiej agroturystyki, nasze rzemiosło. Jednocześnie w trakcie imprez cały czas funkcjonuje scena muzyczna. Występują na niej folklorystyczne podlaskie zespoły.

- Jest to więc również szansa, by w ten sposób przyciągnąć na teren naszego województwa turystów.
- Już tak się dzieje. Gdziekolwiek jesteśmy – spotykamy się z dużą życzliwością. Również byłych mieszkańców Podlasia, którzy dzięki naszym imprezom, jak mówią, często przypominają sobie dzieciństwo. Imprezy, przez nas organizowane, to również sposób, by zmienić w Polsce wizerunek Podlasia, który jak na razie nie jest zbyt pozytywny. Nasze województwo postrzegane jest często jako gorsze, kojarzone jest z prymitywizmem. A przecież jest zupełnie inaczej. Jesteśmy równie nowocześni, jak mieszkańcy innych województw. Weźmy pod uwagę choćby branżę mleczarską. Pod tym względem od podlaskich rolników może się uczyć Europa. Jednocześnie na terenie woj. podlaskiego zachowało się wiele tradycji. Mieszkańcy Europy zachodniej mogą już tylko powspominać. Moim zdaniem to znakomite połączenie.

- A jak jest pod względem ilości uczestników? Przybywa chętnych do promowania swoich produktów i umiejętności?
- Ciągle wzrasta ilość uczestników. Za każdym razem pojawiają się nowe stoiska. Wzajemnie uczymy się od siebie, jak atrakcyjnie je przygotować.
- Dziękuję za rozmowę

Cła antydumpingowe na truskawki

Zaledwie w październiku ubiegłego roku zostały wprowadzone cła antydumpingowe na mrożone truskawki z Chin, a już się mówi o ich zniesieniu. To bardzo zły sygnał dla polskich producentów tych owocó w, dla których ostatnie lata były bardzo niekorzystne pod względem finansowym.
Polska jest największym producentem truskawek w Europie. W woj. podlaskim gro plantatorów pochodzi z okolic Korycina. Tam też corocznie organizowane są Ogólnopolskie Dni Truskawki. Święto to znane w całym kraju, w ubiegłym roku odbyło się już po raz jedenasty. I choć ani truskawek, ani uczestników nie zabrakło, to nastroje producentów nie były już tak radosne.
Ich sytuacja z roku na rok stawała się coraz gorsza. Jedną z przyczyn było importowanie tanich mrożonych owoców z Chin. Dlatego powstał plan wprowadzenia cen zaporowych na ten produkt.

Miały być na stałe
O cła wnioskowały polskie firmy zajmujące się produkcją mrożonych truskawek, zrzeszone w Unii Polskiego Przemysłu Chłodniczego.
Wprowadzenie ceł było poprzedzone dziewięciomiesięcznymi działaniami. Ostatecznie 19 października ubiegłego roku weszły one w życie. Ich wysokość ustalono na poziomie 34,2 procent. Jednak są to tylko cła przejściowe. Po ich wygaśnięciu powinny być przedłużone na okres 5 lat. Miało to nastąpić po 18 marca tego roku.
Jednak według nieoficjalnych informacji Polskiego Portalu Rolnego może być z tym problem. Jak podaje Portal „istnieje duże prawdopodobieństwo nie rekomendowania przez Komisję Europejską wprowadzenia ostatecznych środków antydumpingowych w imporcie truskawek mrożonych z Chin”.
W zasadzie to trudno ocenić działanie tych ceł ochronnych skoro nie obowiązywały jeszcze przez cały sezon - mówi Jan Bojarzyński, plantator truskawek Rudki k. Korycina. - Jednak mimo wszystko sądzę, że w jakimś stopniu chroniłyby produkcję polskich truskawek.

Nie brakuje problemów
Jan Bojarzyński ma 4-hektarową plantację truskawek i ciągle jeszcze z niej nie rezygnuje. Jak długo – sam tego nie wie.
Gdyby jeszcze nie było innych problemów – mówi Bojarzyński. - Tymczasem jest ich całe mnóstwo. Przede wszystkim brakuje ludzi do pracy przy zbiorze truskawek. A brakuje ich bo po prostu nie z czego płacić. Skoro kilogram truskawek kosztował w ubiegłym roku 2-2,50 zł.
Do pracy przy zbiorze tych owoców trudno było również o pracowników ze wschodu. Ich sytuacja materialna uległa takiemu polepszeniu, że niechętnie godzą się na zarabianie w Polsce.
Nic więc dziwnego, że coraz więcej plantatorów rozważa zrezygnowanie z produkcji truskawek. Jednak, jak podkreśla Bojarzyński, nie jest to takie proste. Przestawienie się na jakikolwiek inny kierunek produkcji wymaga inwestycji, które są bardzo kosztowne.

Małgorzata Sawicka

Rehabilitacja dzieci rolników w 2007 roku

Do końca marca można składać wnioski na turnusy rehabilitacyjne dla dzieci rolników. Wyjazdy odbędą się w czasie letnich wakacji, każdy trwa 21 dni. Odpłatność dla rodziców to zaledwie 200 zł.
Program rehabilitacji leczniczej prowadzony jest w zakresie: wad i chorób układu ruchu oraz układu oddechowego.
Aby dziecko mogło skorzystać z takiego wyjazdu – przynajmniej jedno z rodziców lub prawnych opiekunów musi podlegać ubezpieczeniu społecznemu rolników lub tez pobierać emeryturę bądź rentę rolniczą. Ponadto dziecko musi być samodzielne, a jego wiek powinien wynosić od 7 do 15 lat (nieukończone 16 lat).
Warunkiem skierowania na turnus rehabilitacyjny jest dostarczenie do Oddziału Regionalnego Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego w Białymstoku „Wniosku o skierowanie na turnus rehabilitacyjny organizowany przez KRUS” wystawionego przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej lub lekarza specjalisty.
Pierwszeństwo w skierowaniu na turnus rehabilitacyjny mają dzieci, na które rodzice otrzymują zasiłek pielęgnacyjny. Osoby, które uczestniczą w turnusach rehabilitacyjnych ubezpieczone są od nieszczęśliwych wypadków. Ubezpieczenie obejmuje pobyt na turnusie wraz z dojazdami.
Wyjazd dzieci odbywa się spod siedziby KRUS-u. Podróżują one autokarem, za który również muszą zapłacić rodzice. Odpłatność za przejazd ustalana jest na podstawie cen biletów PKS i PKP drugiej klasy – a ewentualną różnicę pokrywa KRUS.

Osoby zainteresowane skierowaniem dziecka na turnus rehabilitacyjny, powinny skontaktować się telefonicznie lub zgłosić się do Oddziału Regionalnego KRUS w Białymstoku lub najbliższej Placówki Terenowej po druk „Wniosku o skierowanie dziecka na turnus rehabilitacyjny”.
Wszelkich informacji udzielamy pod numerem telefonu: 085 7497318.
W 2007r. OR KRUS w Białymstoku posiada miejsca na turnusy rehabilitacyjne :
dla dzieci ze schorzeniami układu ruchu – w Centrum Rehabilitacji Rolników KRUS w Horyńcu Zdroju, w terminie 15.07-04.08.2007r.
dla dzieci ze schorzeniami układu oddechowego – w Zakładzie Rehabilitacji Leczniczej „Dukat” w Dąbkach, w terminie 23.06-13.07.2007r.

(sam)

Podlaskie produkty tradycyjne

Produkowane w woj. podlaskim sery, chleby, wędliny chętnie kupowane są na jarmarkach i festynach. Trudno je jednak nabyć poza tymi miejscami. W stolicy województwa nie ma miejsca, gdzie mogłyby być sprzedawane w odpow iednich warunkach.
Krystyna i Andrzej Łukaszuk z Gorszczyzny koło Korycina od lat zajmują się produkcją tradycyjnego sera korycińskiego. Prz ed czterema laty doprowadzili do założenia zrzeszenia producentów tego przysmaku. Dziś na ich „koncie” jest nie tylko kilka prestiżowych nagród (m.in. Perła, Marka Roku), ale też sukces związany z promocją sera korycińskiego. Państwu Łukaszukom, jak i innym producentom tego smakołyku na sercu leży problem jego sprzedaży. Jak na razie ser koryciński można w Białymstoku znaleźć co najwyżej na targowisku, gdzie panują warunki mało odpowiednie do jego sprzedaży.
- Latem jest mniej kłopotu – mówi Andrzej Łukaszuk. – Jeździmy na festyny i jarmarki. Są też i ludzie, którzy przyjeżdżają po ser bezpośrednio do nas.
Trudniej jest o sprzedaż poza tymi okazjami. Zdaniem pana Andrzeja i jego żony świetnym rozwiązaniem byłoby uruchomienie w Białymstoku specjalnego miejsca do handlu tego typu produktami.
- Można sery i inne produkty sprzedawać za pośrednictwem np. sklepów z żywnością ekologiczną jednak, moim zdaniem, najlepiej jest, gdy handel prowadzony jest bezpośrednio przez producentów – mówi Andrzej Łukaszuk.
- Wiemy, jak obchodzić się z serem, chętnie doradzamy klientom, dajemy im możliwość skosztowania różnych jego gatunków – dodaje jego żona.
Kilka lat temu Mirosław Lech, wójt gminy Korycin i jednocześnie prezes Związku Gmin Wiejskich Województwa Podlaskiego wystąpił z inicjatywą, by w Białymstoku uruchomić miejsce, w którym przysmaki z Podlasia mogłyby być kupowane. Pomysł ten nie spotkał się z zainteresowaniem władz stolicy województwa. Dlatego wójt uruchomił na terenie gminy, którą włada, trzy specjalne wiatraki, służące do sprzedaży sera korycińskiego. Jednak, po pierwsze, prowadzi się w nich handel tylko sera (skądinąd smakowitego), po drugie producentom przysmaków zależy na uruchomieniu sprzedaży w Białymstoku. Czy jest na to szansa?
- Jeśli teraz pojawi się inicjatywa ze strony miasta, to oczywiście jesteśmy za tym, by takie miejsce zorganizować, ale już na innych zasadach – mówi Mirosław Lech. - Kilka lat temu byliśmy gotowi, by przygotować takie targowisko we wskazanym miejscu, teraz moglibyśmy pomóc przy jego tworzeniu. Sprawa jest otwarta.
Jak podkreśla, jest zainteresowanie tą kwestią ze strony miasta.
- W jego interesie jest, by zarówno mieszkańcy Białegostoku mieli możliwość kupna podlaskich przysmaków, jak też żeby turyści wiedzieli o takim miejscu, co mogłoby ich skłonić do odwiedzenia miasta – dodaje.

Małgorzata Sawicka

Ubezpieczenia rolnicze

60 % do rolniczej składki ubezpieczeniowej będzie dopłacać państwo – zakłada nowelizacja ustawy o dopłatach do ubezpieczeń rolnych i zwierząt gospodarskich. To o 10 % więcej w stosunku do poprzedniej wersji ustawy. Jednak najpoważniejszą zmianą jest to, że ubezpieczenia mają być obowiązkowe.
Już w ubiegłym roku rolnicy mogli korzystać z ubezpieczenia upraw z dopłatami z budżetu państwa. Mogli, ale nie chcieli, podobnie jak firmy ubezpieczeniowe, które też nie były tą kwestią zainteresowane. Dlatego resort rolnictwa rozpoczął prace nad nowelizacją ustawy. Wedle nowych przepisów państwo zagwarantowało firmom ubezpieczeniowym reasekurację, czyli pomoc finansową w razie wystąpienia klęski suszy.
Słyszałem o tym, że ubezpieczenia mają być obowiązkowe – mówi Wiktor Antoniuk, rolnik ze Złotnik w gm. Juchnowiec Kościelny. - Powiem szczerze, rolnicy nie są tym pomysłem zachwyceni.
Dlaczego? To proste. Zdaniem części rolników z województwa podlaskiego ryzyko uszkodzenia przez zjawiska pogodowe jest niewielkie. Na tyle małe, że ich ubezpieczanie byłoby tylko zbędnym obciążeniem finansowym. Szczególnie, że nie każdy typ uprawy jest narażony w tym samym stopniu na uszkodzenia.
Sądzę, że najbardziej skorzystają na tym firmy ubezpieczeniowe – dodaje Wiktor Antoniuk. - Rolnicy natomiast będą mieć kolejne obciążenie. Moje opłaty związane z ubezpieczeniem w gospodarstwie rocznie sięgają 4 tys. zł. To chyba nie jest mała kwota. A jestem przekonany, że nie będzie mi się to kalkulować, gdyż zaledwie raz zdarzyła mi się sytuacja, że moje uprawy zostały uszkodzone przez warunki pogodowe, a i to w niewielkim stopniu.
Zmiany będą musiały być zaakceptowane przez rolników, gdyż ubezpieczenia mają być obowiązkowe i to już od lipca przyszłego roku. Ci, którzy nie będą spełniać obowiązku, poniosą kary finansowe. Nowa ustawa ma, w myśl polityków, doprowadzić do sytuacji, że w zamian za stosunkowo niewielkie opłaty, rolnik w sytuacji klęski otrzyma pieniądze prawie w całości pokrywające jego straty. Ma to szczególne znaczenie w odniesieniu do ubiegłorocznej suszy. Wówczas straty poniosło bardzo dużo rolników. Natomiast wsparcie ze strony państwa było niskie i dostało je niewielu gospodarzy.

Ubezpieczyć będzie można uprawy zbóż, kukurydzy, rzepaku, chmielu, tytoniu, warzyw, drzew i krzewów owocowych, ziemniaków lub buraków cukrowych, od zasiewu lub wysadzenia do ich zbioru, od ryzyka wystąpienia szkód spowodowanych przez huragan, powódź, deszcz, nawalny, grad, piorun, obsunięcie się ziemi, lawinę, suszę oraz ujemne skutki przezimowania lub przymrozków wiosennych.
Co ważne, rolnik nie będzie musiał ubezpieczać się od każdego ryzyka, ale tylko od wybranych.

sam

 

Konkursy

Już po raz piąty odbędzie się w tym roku ogolnopolski konkurs \"Bepzieczne Gospodarstwo Rolne\". Do 30 kwietnia tego roku można zgłaszać swoje uczestnictwo.
Warto w tym konkursie wziąć udział nie tylko ze względu na atrakcyjne nagrody. Konkurs ma bowiem na celu promowanie zasad ochrony zdrowia i życia w gospodarstwach rolnych oraz wyłonienie gospodarstw mających osiągnięcia we wdrażaniu tych zasad. Mogą wziąć w nim udział udział osoby pełnoletnie prowadzące produkcyjną działalność rolniczą. Właściciele trzech najbezpieczniejszych gospodarstw wyłonionych w etapach regionalnych i wojewódzkich poprzednich edycji nie mogą brać udziału w Konkursie przez okres trzech kolejnych lat. Osoby, pragnące wziąć udział w konkursie powinny wypełnić formularz zgłoszeniowy dostępny w placówkach i oddziałach KRUS oraz na stronie www.krus.gov.pl, a następnie dostarczyć go do najbliższej Placówki Terenowej lub Oddziału Regionalnego KRUS osobiście, za pośrednictwem poczty lub innych osób.

Według danych Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego do najczęstszych przyczyn i okoliczności wypadków należy: nieznajomość lub lekceważenie zagrożeń, szczególnie przy prostych rutynowych czynnościach, pośpiech i stres, nierozważne angażowanie do niektórych prac dzieci i osób w podeszłym wieku, bałagan w obejściu i w miejscach wykonywania czynności, posługiwanie się maszynami i ciągnikami po spożyciu alkoholu, usuwanie zapchań, czyszczenie, dokonywanie regulacji i sprawdzanie działania maszyn w ruchu, podejmowanie napraw bez posiadania kwalifikacji i oprzyrządowania, brak ochron indywidualnych i właściwych ubrań roboczych. Obok ww. \"czynników ludzkich\", wypadki powodowane są przez zły stan techniczny maszyn, budynków gospodarczych, schodów, drabin i narzędzi.

Opr. (sam)

Interwencyjny skup żywca

Od 70 do 80 tys. ton żywca wieprzowego zostanie skupionych w ramach interwencji zorganizowanej przez rząd. Skup ruszył w ubiegłym tygodniu, cena w jego ramach będzie się kształtować w granicach 3,5 zł/kg. Czy rozwiąże to problem podlaskich rolników?

Sytuacja hodowców trzody chlewnej jest fatalna. Za kilogram żywca płaci się już nawet po 2,70-2,80 zł! Nic więc dziwnego, że rolnicy domagają się od polskiego rządu interwencji. Obecne ceny są niższe od kosztów produkcji - oceniają.

Mirosław Brański wraz z synem Łukaszem prowadzą w Kurianach k. Białegostoku hodowlę trzody chlewnej. Rocznie produkują średni po 600 tuczników. Obaj bardzo negatywnie wypowiadają się na temat rynku, cen i działań władz, odpowiedzialnych za polskie rolnictwo.

- Co prawda taka górka zdarza się raz na dwa, trzy lata, ale tak źle jak teraz nie było dawno – mówi Mirosław Brański. - Gdyby jeszcze ceny zboża były na poziomie z ubiegłego roku, to dałoby się jakoś wytrzymać, ale te z kolei są bardzo wysokie. Wychodzę na zero, nie licząc własnej robocizny.

- Monitorowaliśmy sytuację w województwie podlaskim na bieżąco- zapewnia Zbigniew Dembowski, wiceprezes Podlaskiej Izby Rolniczej. - Problem niskich cen trzody chlewnej dotyczy u nas jednej trzeciej gospodarstw.

Jak tłumaczy Zbigniew Dembowski Izba kilkakrotnie występowała z interwencją do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. W odpowiedzi 17 stycznia resort wyjaśnił, że Unia Europejska nie podejmuje działań na rynku trzody chlewnej, bo ocenia sytuację jako dobrą i stabilną. Trzeba tylko pamiętać, że to co jest dobre dla całej Unii, niekoniecznie jest dobre dla nas.

W ubiegłym tygodniu polski rząd podjął decyzję, o sfinansowaniu z budżetu państwa skupu 70-80 tys. ton żywca wieprzowego. Ma się tym zajmować Agencja Rezerw Materiałowych. Według Andrzeja Leppera, ministra rolnictwa na ten cel zostanie przeznaczonych ok. 500 mln. zł. W tym 100 tys. to kwota, która przeznaczona ma być na koszt przechowania mięsa. Zdaniem szefa resortu państwo nic na całej operacji nie straci, bo w przyszłym miesiącu mięso zostanie sprzedane i w ten sposób pieniądze znów wrócą do budżetu. Skup ma być prowadzony na terenie całego kraju. W pierwszej kolejności świnie będą skupowane od rolników indywidualnych.

Zdaniem wiceprezesa Podlaskiej Izby Rolniczej rozwiązanie zaproponowane przez polski rząd pomoże o tyle, że w sposób doraźny spowoduje zwyżkę cen.

- Trzeba pamiętać, że te świnie nigdzie z Polski nie wyjadą i tu zostaną sprzedane – podkreśla. - Tak więc, gdy sytuacja ulegnie unormowaniu, a zapasy zostaną wyprzedane, doprowadzi to do kolejnej zniżki cen. Pozostaje też pytanie, w jaki sposób technicznie skup będzie prowadzony?

Podobnego zdania są hodowcy. Jeśli ceny skupu będą kształtować się na poziomie, o którym teraz mowa, to nie będzie im się to opłacać. Tyle, że skup zmniejszy podaż na rynku.

- Uważam, że interwencja powinna pojawić się 4-5 miesięcy temu – mówi hodowca. - Trzeba się będzie chyba przemęczyć i przeczekać zły okres.

Weronika Szyszko

Nawozy warto kupić wcześniej, bo po nowym roku zwykle mocno drożeją

Jeszcze w listopadzie ceny nawozów były stabilne i stosunkowo niskie. Jednak z każdym tygodniem drożały. Szczyt cenowy – jak przewidują sprzedawcy - nastąpi w marcu.

Na początku grudnia ruch w sklepach z nawozami był jeszcze niewielki.
– Przyczyna jest prosta, rolnicy nie mają pieniędzy – mówi Alicja Wiszniewka z firmy Ecorol z Krypna Wielkiego. – Sądzę, że jak co roku, gdy rolnicy otrzymają już dopłaty bezpośrednie, zacznie się ruch.
Na dziś do części osób, dotarły już zawiadomienia o wypłacie pieniędzy, więc spodziewany ruch w nawozowym interesie zacznie się lada moment. Wiele na to wskazuje, bo wedle obietnic ministra rolnictwa, ok. 30 proc. rolników ma otrzymać dopłaty bezpośrednie jeszcze do końca tego roku. Znakomita większość natomiast dostanie pieniądze do końca lutego przyszłego roku. Tylko 2-3 proc. gospodarzy będzie musiało poczekać. Chodzi o tych, których sprawy formalne były problematyczne.
– Być może będzie inaczej niż w latach ubiegłych, kiedy to niektórzy rolnicy dostali pieniądze dopiero w czerwcu – mówi z optymizmem Alicja Wiszniewska. – Bo zakup nawozów, to sprawa oczywista, a ile i kiedy ludzie ich kupią, zależy tylko od środków finansowych przez nich posiadanych.
Ile teraz za nawozy zapłacą rolnicy? Tona saletry w Ecorolu kosztuje 720 zł, mocznika 840 zł. Za tonę superfosfatu trzeba zapłacić 510 zł, za tonę soli (60 proc.) – 850 zł.
W firmie Rol Pol w Szepietowie ceny nawozów kształtują się na następującym poziomie. tona mocznika kosztuje 890 zł, saletry natomiast –735 zł. Wieloskładnikowa polifoska 8 kosztuje 1.015 zł/t, superfosfat – 480 zł/t.
Nie ma się co jednak przyzwyczajać do tych cen, bo w sezonie, który się już zaczął, zmieniają się one średnio co dwa tygodnie. Oczywiście na niekorzyść rolnika, a właściwie jego portfela. Jak jest rada? W nawozy warto zaopatrzyć się wcześniej, bo jak mówią rolnicy i nie ukrywają pośrednicy, w okolicach nowego roku corocznie one drożeją.
– Podwyżka będzie znacząca – podkreśla Alicja Wiszniewska. – Zależy oczywiście od wielu czynników. Jeśli drożeje gaz, czy paliwa, to i ceny nawozów zaraz idą w górę. Robiąc zakupy wcześniej, można na tonie zaoszczędzić nawet 50 zł!
– Najtańsze nawozy są w połowie października, kończy się wtedy sezon i ceny spadają. Taki stan trwa do listopada włącznie – mówi Halina Ołdakowska, właścicielka firmy Rol Pol. – Później zaczynają stopniowo drożeć – co kilka tygodni po 10-15 zł. Szczyt cen to oczywiście marzec – czas prac polowych.
Jej zdaniem warto teraz zainwestować w nawozy również z kilku innych powodów. Po pierwsze można uniknąć w ten sposób kolejek. Po drugie, przy mniejszej ilości klientów dystrybutorzy są w stanie dowieźć zakupy na miejsce do rolnika, w sezonie raczej nie ma na to szans. I trzecia rzecz – to ograniczony asortyment. Rolnicy najczęściej poszukują nawozów azotowych, których zawsze brakuje na rynku. Im wcześniej rolnik zrobi zakupy, tym większy ma wybór.
– Od kiedy polscy rolnicy zaczęli otrzymywać dopłaty bezpośrednie, automatycznie, w ślad za tym, zaczęły rosnąć ceny środków produkcji rolniczej – mówi Zbigniew Dembowski, wiceprezes Podlaskiej Izby Rolniczej. – Jednak na cenę nawozów ma wpływ wiele czynników i trudno przewidzieć, jak się będą w tym roku zachowywać. Owe czynniki to m.in. ceny gazu oraz kurs euro.
Jednak jak podkreśla Dembowski, warto w nawozy wyposażyć się wcześniej, nie tylko dla oszczędności, ale i wygody.
– Jak obserwuje coraz więcej rolników tak postępuję – ocenia wiceprezes PIR. – Już teraz część z nich wyposaża się, szczególnie w nawozy azotowe. A to dlatego, że w latach ubiegłych w okresie najbardziej wzmożonych zakupów, brakowało ich. Trzeba było dość długo czekać na dostawę.

Weronika Szyszko


Jesteś tutaj: Strona główna